Myślę jak zacząć tą historię i chyba zacznę od mojego pierwszego związku. Miałem w tedy 15 lat i nie kręciły mnie dziewczyn. Pomyślałem w tedy, że coś ze mną nie tak, więc postanowiłem za wszelką cenę znaleźć sobie dziewczynę, z czym nie było problemu. Na angielskim zawsze siedziałem z Katie. Była śliczna. Miała długie kasztanowe włosy, które na końcach się kręciły. Niebieskie oczy, które zazwyczaj były wesołe, szczególnie gdy rozmawialiśmy. Była niska, choć teraz myślę, że to ja po prostu byłem za wysoki. Pewnego dnia usłyszałem głos Katie, a zaraz po nim cichutki szloch, Szybko pobiegłem za odgłosami i znalazłem skuloną w kącie dziewczynę. Zapytałem co się stało. Na początku nie chciała nic powiedzieć i próbowała ukryć łzy. Przytuliłem ją i obiecałem, że wszystko będzie dobrze, Na początku wtuliła się mocno we mnie, jakby chciała zapamiętać każdy minimetr mojego ciała, gdyby już nigdy nie mogła mnie przytulić, ale gdy usłyszała wypowiedziane przeze mnie słowa szybko się odsunęła i zaczęła kręcić głową w prawo i lewo, energicznie przy tym mówiąc jak mantrę:" nie, nie Harry nie, nie będzie..." Przytrzymałem jej głowę i spojrzałem w te piękne niebieskie, teraz zapłakane oczy. Zapytałem dlaczego. Wahała się przez chwilę, ale w końcu wydusiła jedno zdanie, które sprawiło, że mój mózg ze zdziwienia przestał na krótką chwilę działać. A brzmiało ono tak:" Bo mnie nie kochasz." To króciutkie zdanie wywarło na mnie takie wrażenie, że ja Harry Styles, największa gaduła na tym świecie nie potrafiłem wydusić nawet jednego najkrótszego zdania, Brunetka zauważyła to i znów zaczęła płakać, tylko teraz ze zdwojoną siłą. Chcąc zatrzymać jej łzy, chwyciłem jej twarz, a swoją przybliżałem. Gdy nasze czoła się stykały moje usta dotknęły jej miękkich ust o truskawko miętowym smaku. Na początku Katie była zdziwiona i nie mogła uwierzyć, szybko się jednak opamiętała i pozwoliła sobie cieszyć się tą krótką chwilą, która dla nas obojga trwała wiecznie. Każdy pocałunek oddawała starannie i powoli. Całowaliśmy się przez godzinę i miałem nadzieję, że cokolwiek poczuję, niestety stało się wręcz przeciwnie. Nie poczułem ani jednego, nawet najmniejszego motylka w moim brzuch. Pomyślałem w tedy, że przy pierwszym pocałunku tak ma być i postanowiłem się jeszcze łudzić, że jak będziemy razem to coś się we mnie obudzi, więc zapytałem ja czy nie chce być moją dziewczyną, Odpowiedziała od razu, bez chwili zawahania tym samym nie dając mi dokończyć pytania. Ta łąka była naszym miejscem. To tu zjedliśmy pierwszy piknik, tu była nasza pierwsza kłótnia czy też nasz pierwszy pocałunek i to tu ona jako pierwsza dowiedziała się o mojej orientacji seksualnej... Tak naprawę to dzięki Katie stałem się szczęśliwym gejem, który akceptuje to kim jest. Nasz związek trwał rok. W naszą pierwszą rocznicę doszliśmy do wniosku, że kontynuowanie tego nie ma sensu i lepiej zostać przyjaciółmi i było miło, i spokojnie dopóki nie dowiedzieliśmy się, że Katie ma złośliwego raka krwi w zaawansowanym stadium rozwoju. Przeszła wiele chemioterapii, a ja choć nie mogłem być tam z nią ciałem przeżyłem to razem z nią duchem a w tedy kiedy mogłem i ciałem. Po pierwszej dawce chemii zaczęły garściami wypadać jej włosy, Płakała codziennie a ja siedziałem z nią na naszej łące i nie próbowałem uspokajać jej, tak jak za pierwszym razem. Po prostu pozwalałem jej się wypłakać. Katie walczyła dzielnie przez 3 miesiące. Umarła na naszej łące wtulona we mnie z uśmiechem na ustach, Jej pogrzeb odbył się 2 tygodnie po jej śmierci. Przyszło dużo ludzi, szczególnie nasi znajomi ze szkoły i jej ze szpitala, Ma piękny grób, ale nie będę wam go opisywać. Raz w miesiącu przychodzę tam i przynoszę jej ulubione kwiaty- niebieskie margaretki,
Katie była spaniałą dziewczyną, nie chciałem jej skrzywdzić i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobiłem.
_________________________________________________________________________________
Hej :) Oto bardzo krótki rozdział pierwszy. Nie wiem jak wy, ale ja doszłam do wniosku, że nie powinnam pisać rozdziałów w makijażu bo kończę z wyglądem pandy,
23.03.2015
16.03.2015
Prolog
Młody i nieufny chłopak tworzy pancerz ochronny przed światem. Siedemnastoletni Harry Styles, uczeń West High School w Holmes Chapel. Zagubiony w obecnym świecie, w którym kochająca rodzina się rozpada. Matka trafia do więzienia za oszustwa pieniężne, ojciec umiera a Gemma odcina się od wszystkiego wyjeżdżając do Miami z narzeczonym. Nastolatka przygarniają przyjaciele Ann, którzy mają syna starszego o 4 lata od Harry'ego. Pierwsze spotkanie tej dwójki nie zapowiada przyjaznych stosunków, a co dopiero czegokolwiek przypominającego miłości.
_________________________________________________________________________________
Hej! Oto prolog nowego opowiadania. Troszkę krótki ale myślę, że dłuższy wszystko by zepsuł. Wiem, że opowiadanie miało być o czymś innym, ale nie przychodziły mi żadne pomysły na ciąg dalszy. Może kiedyś wrócę do tamtego opowiadania :) Mam już pierwszy rozdział i podejrzewam, że to opowiadanie będzie miało ok 20 rozdziałów + prolog. Do zobaczenia w pierwszym rozdziale.
Wasza Puuudi
_________________________________________________________________________________
Hej! Oto prolog nowego opowiadania. Troszkę krótki ale myślę, że dłuższy wszystko by zepsuł. Wiem, że opowiadanie miało być o czymś innym, ale nie przychodziły mi żadne pomysły na ciąg dalszy. Może kiedyś wrócę do tamtego opowiadania :) Mam już pierwszy rozdział i podejrzewam, że to opowiadanie będzie miało ok 20 rozdziałów + prolog. Do zobaczenia w pierwszym rozdziale.
Wasza Puuudi
29.06.2014
By być kochanym, kochaj tak samo
Tytuł: By być kochanym, kochaj tak samo.
Paring: Lilo
Nazywam się Louis i jestem aniołem, ale nie tym z białymi skrzydłami. Moje są czarne. To nie jedyna różnica między dobrymi a mną. Oni chcą uszczęśliwiać, ja wole krzywdzić. Tylko jedna osoba zamotała mi kiedyś w głowie. Był to Liam, chłopak z białymi skrzydłami i chciałem zrobić wszystko by był najszęśliwszym stworzeniem we wszechświecie, lecz to co zrobiłem przyniosło całkiem odwrotny efekt. Poznaliśmy się w Centrum- klubie dla dobrych aniołów. Tak, w tedy byłem taki jak Liam. Siedziałem przy barze i gadałem z barmanem, który na śmiertelnika był całkiem przystojny. Miał duże oczy o kolorze zielonym, które swoją intensywną barwą przyciągały, burze kasztanowych loków i były one związane za pomocą bandany w białe gwiazdki na granatowym tle. Jego malinowe usta formując się w uśmiech tworzyły urocze dołeczki w policzkach. Biała koszula, którą miał na sobie, podkreślała jego wyrzeźbiony tors, a czarne rurki pokazywały jego chude nogi, których pewnie nie jedna dziewczyna mu zazdrościła. Miał na imię Harry.
- No więc jak się tu znalazłeś? Nie jesteś i pewnie nie byłeś aniołem?– zadałem kolejne pytanie. Jestem typem osoby ciekawskiej, ale znam umiar.
- Poznałem jednego z was- pokazał palcem moje skrzydła- na Ziemi. Zaproponował mi dobrze płatną pracę z dala od tego gówna, które teraz tam panowało, panuje i będzie panować.- powiedział, a w jego głosie nie było słychać żalu czy smutku, tylko radość.- Nie, nie tęsknie za rodziną- dodał widząc, że chce zadać kolejne pytanie.
- Przepraszam- do naszej pogawędki dołączył nowy głos, więc chcąc sprawdzić kto to odwróciłem się i zobaczyłem jego. Chłopaka o pięknych, głębokich, brązowych oczach. Jego krótko obcięte, a po bokach wygolone włosy o kolorze ciemnym blond, były postawione do góry. Miał na sobie jeansy, koszulę w niebieską kratkę z podwiniętymi do łokci rękawami i brązowe, wysokie, wiązane oficerki. – Czy mogę porwać cię do jednego tańca?- popatrzył na mnie a ja nie mogąc nic powiedzieć , co rzadko mi się zdarza, pokiwałem energicznie głową, przez co moja fryzura trochę się zburzyła, ale teraz się tym nie przejmowałem. Chwycił moją rękę i pociągnął na parkiet. Moje nogi były jak z waty przez uścisk jego dłoni. Stanęliśmy i zaczęliśmy rytmicznie potrząsać pupami. Gdy ta piosenka się skończyła i zaczęła się ballada Eda Sheerena „ I see fire” chłopak przybliżył się do mnie, położył swoje dłonie na moich biodrach, przesuwając powoli niżej i niżej, aż trafił na moją pupę. Ja zaś jedną kończyną chwyciłem jego kark, a drugą wplotłem w jego krótkie włoski. Chłopakowi musiały spodobać się moje działania ponieważ zamkną te piękne oczy i zaczął mruczeć. Chciałem pocałować go w te malinowe usta, ale nie chcą go odstraszyć musiałem się powstrzymać.
- Jestem Liam- zaskoczył mnie tym zdaniem. Myślałem, że jest typem raczej cichej, choć odważnej osoby. Wpatrywał się we mnie długą chwilę oczekując odpowiedzi.
-Louis. Miło mi.
I tak się poznaliśmy. Długo jeszcze tańczyliśmy, od czasu do czasu wyłapując zazdrosne spojrzenie barmana lub te zachłanne innych mężczyzn, nastolatków, kobiet czy też nastolatek. Zmęczeniu poszliśmy usiąść na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Podczas tej pogawędki dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Często płeć przeciwna lub ta sama nam przeszkadzała, chcą zaciągnąć nas na parkiet lub do łóżka. Dwa razy dostaliśmy propozycję trójkąta, na którą mógłbym się zgodzić pod warunkiem wykluczenia tej trzeciej osoby i zgodą blondyna. I w tedy zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odpowiedziała mi głucha cisza więc chciałem się rozłączyć, ale coś mi nie pozwoliło. Chyba przeczucie, bo po chwili ciszy odezwał się głos mojej siostry, mówiący mi, że mam wracać do mieszkania, w którym na jakiś czas się ulokowała. Pożegnałem się blondynem, wpierw wymieniając się numerami telefonów. Potem dużo się spotykaliśmy, rozmawialiśmy lub pisaliśmy smsy. Po jakiś paru miesiącach Georgia się wyprowadziła, ale długo nie byłem sam bo za kilka tygodni Liam, mój chłopak się wprowadził do mnie. Ja pracowałem w sklepie muzycznym a mój współlokator był stażystą i uczył się na lekarza. Często miał nocne dyżury. Z moich przesiadywań w barze jednak wynikło coś dobrego, a mianowicie zaprzyjaźniłem się z Harrym. Blondyn zapoznał mnie ze swoim przyjacielem Zaynem i Niallem. Blondyn strasznie dużo jadł więc często przed jego przyjściem wychodziłem na zakupy, za to brązowooki na początku był nieśmiały ale po paru spotkaniach przekonał się do mnie i Harrego. Z początku wszyscy myśleliśmy, że loczek jest heteroseksualny. On zaś tych przypuszczeń nie potwierdzał, ale też nie zaprzeczał. Pewnego dnia zostałem sam w domu. Liam miał dyżur, blondyna nie było w kraju, ponieważ odwiedzał rodzinę w Irlandii, a mulat był u swojej dziewczyny Perrie, słodkiej blondyneczki. Jest bardzo mądra, choć jej styl tego nie potwierdzał. Myślałem, że zielonooki też ma zajęty wieczór. Moje przypuszczenia okazały się mylne, gdy zobaczyłem go w drzwiach. Nie myśląc wiele, wpuściłem go do domu. Ciekawiło mnie skąd wie, że jestem w domu i to sam. Harry miał na sobie granatową koszulę w serduszka, swoje czarne spodnie i nowe czarne, lakierowane buty. Może to dzięki tej whisky, która płynęła w mojej krwi nie zorientowałem kiedy mój gość wpił mi się w usta, a ja zamiast go odsunąć pogłębiałem pocałunek. Obydwoje zorientowaliśmy się, że stoimy w holu, więc nie odrywając się od siebie przeszliśmy do salonu. Powoli zaczęliśmy się pozbywać ubrań. 20 minut później było już po wszystkim, a alkohol w mojej krwi już wyparował i została kara, czyli kac i poczucie winy. Zdradziłem Liama, kochałem go a on mnie i jeszcze miałem czelność spojrzeć parę godzin później w jego oczy i kłamałem. Potem swoimi ustami, które dotykały Harrego całowałem blondyna. Jednak poczucie winy nie dawało mi spokoju i musiałem się przyznać nie ważne jakie miały być tego skutki musiałem je przyjąć. Pierwsze skutki było już widać, a były to czarne skrzydła potwierdzające moje grzeszki.
- Liam, ja ja ja …… ja muszę ci coś powiedzieć.- nie mogłem powstrzymać jąkania i łez, które cisnęły się na zewnątrz spod moich zaciśniętych powiek.
- Kochanie nie płacz. Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć, prawda?- pokiwałem głową.
- Li wczoraj napiłem się whisky. To było parę szklanek, które niestety podziałały mocniej niż powinny, albo ja mam za słabą głowę- zaczął się śmiać, ale widząc moją poważną minę skończył.- W tedy przyszedł Harry, sam. Myślałem, że jest hetero, że woli dziewczyny- nie wytrzymałem i rozpłakałem się na dobre.- On, on … mnie pocałował, a ja mu uległem. Przepraszam, ja nie chciałem tego. Wiem, że nie zasługuję na Ciebie.-myślałem, że chłopak mnie uderzy, zacznie krzyczeć lub każe mi odejść albo co gorsza to on opuści nasze mieszkanie, a on mnie uspakajał jak na dobrego anioła przystało.
- Louis, kochanie. Kochany wiem, że żałujesz. Postaram Ci się wybaczyć i ponownie zaufać ale daj mi czas i może …. Zerwij kontakt z NIM.
- Oczywiście, wszystko dla Ciebie. A nie boisz się opinii innych lub, że zostaniesz wykluczony z naszego świata?
- Nie, puki mam Ciebie przy sobie, wszyscy inni się nie liczą.- a mi z serca spadł kamień.
________________________________________________________________
Cześć kochani. Jak wam się podoba, bo ja uważam, że jest do du*y, ale to do was należy ostatnie zdanie. Przepraszam za przerwę, której ciąg dalszy od 01.07( od wtorku) ponieważ jadę na obóz jako opiekun. Przepraszam jeszcze raz za te przerwy.
Paring: Lilo
Nazywam się Louis i jestem aniołem, ale nie tym z białymi skrzydłami. Moje są czarne. To nie jedyna różnica między dobrymi a mną. Oni chcą uszczęśliwiać, ja wole krzywdzić. Tylko jedna osoba zamotała mi kiedyś w głowie. Był to Liam, chłopak z białymi skrzydłami i chciałem zrobić wszystko by był najszęśliwszym stworzeniem we wszechświecie, lecz to co zrobiłem przyniosło całkiem odwrotny efekt. Poznaliśmy się w Centrum- klubie dla dobrych aniołów. Tak, w tedy byłem taki jak Liam. Siedziałem przy barze i gadałem z barmanem, który na śmiertelnika był całkiem przystojny. Miał duże oczy o kolorze zielonym, które swoją intensywną barwą przyciągały, burze kasztanowych loków i były one związane za pomocą bandany w białe gwiazdki na granatowym tle. Jego malinowe usta formując się w uśmiech tworzyły urocze dołeczki w policzkach. Biała koszula, którą miał na sobie, podkreślała jego wyrzeźbiony tors, a czarne rurki pokazywały jego chude nogi, których pewnie nie jedna dziewczyna mu zazdrościła. Miał na imię Harry.
- No więc jak się tu znalazłeś? Nie jesteś i pewnie nie byłeś aniołem?– zadałem kolejne pytanie. Jestem typem osoby ciekawskiej, ale znam umiar.
- Poznałem jednego z was- pokazał palcem moje skrzydła- na Ziemi. Zaproponował mi dobrze płatną pracę z dala od tego gówna, które teraz tam panowało, panuje i będzie panować.- powiedział, a w jego głosie nie było słychać żalu czy smutku, tylko radość.- Nie, nie tęsknie za rodziną- dodał widząc, że chce zadać kolejne pytanie.
- Przepraszam- do naszej pogawędki dołączył nowy głos, więc chcąc sprawdzić kto to odwróciłem się i zobaczyłem jego. Chłopaka o pięknych, głębokich, brązowych oczach. Jego krótko obcięte, a po bokach wygolone włosy o kolorze ciemnym blond, były postawione do góry. Miał na sobie jeansy, koszulę w niebieską kratkę z podwiniętymi do łokci rękawami i brązowe, wysokie, wiązane oficerki. – Czy mogę porwać cię do jednego tańca?- popatrzył na mnie a ja nie mogąc nic powiedzieć , co rzadko mi się zdarza, pokiwałem energicznie głową, przez co moja fryzura trochę się zburzyła, ale teraz się tym nie przejmowałem. Chwycił moją rękę i pociągnął na parkiet. Moje nogi były jak z waty przez uścisk jego dłoni. Stanęliśmy i zaczęliśmy rytmicznie potrząsać pupami. Gdy ta piosenka się skończyła i zaczęła się ballada Eda Sheerena „ I see fire” chłopak przybliżył się do mnie, położył swoje dłonie na moich biodrach, przesuwając powoli niżej i niżej, aż trafił na moją pupę. Ja zaś jedną kończyną chwyciłem jego kark, a drugą wplotłem w jego krótkie włoski. Chłopakowi musiały spodobać się moje działania ponieważ zamkną te piękne oczy i zaczął mruczeć. Chciałem pocałować go w te malinowe usta, ale nie chcą go odstraszyć musiałem się powstrzymać.
- Jestem Liam- zaskoczył mnie tym zdaniem. Myślałem, że jest typem raczej cichej, choć odważnej osoby. Wpatrywał się we mnie długą chwilę oczekując odpowiedzi.
-Louis. Miło mi.
I tak się poznaliśmy. Długo jeszcze tańczyliśmy, od czasu do czasu wyłapując zazdrosne spojrzenie barmana lub te zachłanne innych mężczyzn, nastolatków, kobiet czy też nastolatek. Zmęczeniu poszliśmy usiąść na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Podczas tej pogawędki dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Często płeć przeciwna lub ta sama nam przeszkadzała, chcą zaciągnąć nas na parkiet lub do łóżka. Dwa razy dostaliśmy propozycję trójkąta, na którą mógłbym się zgodzić pod warunkiem wykluczenia tej trzeciej osoby i zgodą blondyna. I w tedy zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odpowiedziała mi głucha cisza więc chciałem się rozłączyć, ale coś mi nie pozwoliło. Chyba przeczucie, bo po chwili ciszy odezwał się głos mojej siostry, mówiący mi, że mam wracać do mieszkania, w którym na jakiś czas się ulokowała. Pożegnałem się blondynem, wpierw wymieniając się numerami telefonów. Potem dużo się spotykaliśmy, rozmawialiśmy lub pisaliśmy smsy. Po jakiś paru miesiącach Georgia się wyprowadziła, ale długo nie byłem sam bo za kilka tygodni Liam, mój chłopak się wprowadził do mnie. Ja pracowałem w sklepie muzycznym a mój współlokator był stażystą i uczył się na lekarza. Często miał nocne dyżury. Z moich przesiadywań w barze jednak wynikło coś dobrego, a mianowicie zaprzyjaźniłem się z Harrym. Blondyn zapoznał mnie ze swoim przyjacielem Zaynem i Niallem. Blondyn strasznie dużo jadł więc często przed jego przyjściem wychodziłem na zakupy, za to brązowooki na początku był nieśmiały ale po paru spotkaniach przekonał się do mnie i Harrego. Z początku wszyscy myśleliśmy, że loczek jest heteroseksualny. On zaś tych przypuszczeń nie potwierdzał, ale też nie zaprzeczał. Pewnego dnia zostałem sam w domu. Liam miał dyżur, blondyna nie było w kraju, ponieważ odwiedzał rodzinę w Irlandii, a mulat był u swojej dziewczyny Perrie, słodkiej blondyneczki. Jest bardzo mądra, choć jej styl tego nie potwierdzał. Myślałem, że zielonooki też ma zajęty wieczór. Moje przypuszczenia okazały się mylne, gdy zobaczyłem go w drzwiach. Nie myśląc wiele, wpuściłem go do domu. Ciekawiło mnie skąd wie, że jestem w domu i to sam. Harry miał na sobie granatową koszulę w serduszka, swoje czarne spodnie i nowe czarne, lakierowane buty. Może to dzięki tej whisky, która płynęła w mojej krwi nie zorientowałem kiedy mój gość wpił mi się w usta, a ja zamiast go odsunąć pogłębiałem pocałunek. Obydwoje zorientowaliśmy się, że stoimy w holu, więc nie odrywając się od siebie przeszliśmy do salonu. Powoli zaczęliśmy się pozbywać ubrań. 20 minut później było już po wszystkim, a alkohol w mojej krwi już wyparował i została kara, czyli kac i poczucie winy. Zdradziłem Liama, kochałem go a on mnie i jeszcze miałem czelność spojrzeć parę godzin później w jego oczy i kłamałem. Potem swoimi ustami, które dotykały Harrego całowałem blondyna. Jednak poczucie winy nie dawało mi spokoju i musiałem się przyznać nie ważne jakie miały być tego skutki musiałem je przyjąć. Pierwsze skutki było już widać, a były to czarne skrzydła potwierdzające moje grzeszki.
- Liam, ja ja ja …… ja muszę ci coś powiedzieć.- nie mogłem powstrzymać jąkania i łez, które cisnęły się na zewnątrz spod moich zaciśniętych powiek.
- Kochanie nie płacz. Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć, prawda?- pokiwałem głową.
- Li wczoraj napiłem się whisky. To było parę szklanek, które niestety podziałały mocniej niż powinny, albo ja mam za słabą głowę- zaczął się śmiać, ale widząc moją poważną minę skończył.- W tedy przyszedł Harry, sam. Myślałem, że jest hetero, że woli dziewczyny- nie wytrzymałem i rozpłakałem się na dobre.- On, on … mnie pocałował, a ja mu uległem. Przepraszam, ja nie chciałem tego. Wiem, że nie zasługuję na Ciebie.-myślałem, że chłopak mnie uderzy, zacznie krzyczeć lub każe mi odejść albo co gorsza to on opuści nasze mieszkanie, a on mnie uspakajał jak na dobrego anioła przystało.
- Louis, kochanie. Kochany wiem, że żałujesz. Postaram Ci się wybaczyć i ponownie zaufać ale daj mi czas i może …. Zerwij kontakt z NIM.
- Oczywiście, wszystko dla Ciebie. A nie boisz się opinii innych lub, że zostaniesz wykluczony z naszego świata?
- Nie, puki mam Ciebie przy sobie, wszyscy inni się nie liczą.- a mi z serca spadł kamień.
________________________________________________________________
Cześć kochani. Jak wam się podoba, bo ja uważam, że jest do du*y, ale to do was należy ostatnie zdanie. Przepraszam za przerwę, której ciąg dalszy od 01.07( od wtorku) ponieważ jadę na obóz jako opiekun. Przepraszam jeszcze raz za te przerwy.
17.05.2014
Believe in us cz. II
Tytuł: Believe in us cz. II
Paring: Larry Stylinson
*Pół roku później*
Kolejny zwykły dzień. Wracałem z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej. Zazwyczaj kończyły się one tak samo-"Zadzwonimy"- każdy tak mówił i żaden do tej pory nie zadzwonił i nie zadzwoni. Czemu szukam pracy? Ponieważ po balu, na którym GO spotkałem, nie mogę albo nie chcę śpiewać, ponieważ zawsze sobie przypominam nasze pierwsze spotkanie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ktoś, z kim się zderzyłem, bo zatraciłem się w wspomnieniach. Był to chłopak o niebieskich oczach, tak cholernie podobnych do oczu Lou. Miał na sobie czarną koszulę z podwiniętymi rękawami, szare szelki, które były przyczepione do czerwonych rurek i do tego miał szare, zamszowe, wiązane buty. Był tak podobnie do Louisa... chwila, to był Louis, ten sam, za którym tęskniłem. Nie wiedząc co zrobić z nowymi informacjami, siedziałem jak ten debil na chodniku i wpatrywałem się w chłopaka. W tym samym czasie on zdążył się podnieść i wyciągnąć rękę w moim kierunku. Chwilę trwało, aż chwyciłem jego rękę. Dzięki temu gestowi pomógł mi wstać z podłogi i poprawić mój humor z złego na dobry. Sądząc po jego zachowaniu, dopiero teraz mnie rozpoznał i zaczął przytulać co bardzo mi się spodobało. Gdy oderwał się ode mnie, co nie zbyt mi się spodobało, odezwałem się.
- Cześć Lou.
- Cześć Haz. Szczerze mówiąc, myślałem, że się nie spotkamy. - powiedział oskarżycielskim tonem.
- To dobrze czy źle. Bo jeśli to drugie to mogę iść.- powiedziałem trochę rozczarowany jego zachowaniem.
- Przepraszam, nie chciałem byś myślał, że nie chciałem Cię spotkać, bo bardzo chciałem.
- Może, spotkamy się kiedyś? - zapytałem.
- Jasne Harry, tylko zapisz mi swój numer, dobrze?- Wymieniliśmy się telefonami, pogadaliśmy jeszcze trochę i oboje poszliśmy w swoje strony, Mam! Mam! Mam jego numer!- Od naszego rozstania tylko to cały czas krążyło mi po głowie. Zostało jeszcze pytanie czy i kiedy mam zadzwonić? Chciałbym teraz, ale nie chce być nachalny. Jutro?- może pomyśleć, że mi nie zależy a mi cholernie zależy na tej znajomości. Co robić? Co robić? Może zadzwonię za parę godzin Tak to chyba najlepsze wyjście z mojego " problemu"
*Parę godzin później*
- Cześć Lou.- odezwałem się.
- Cześć Haza.
- Nie przeszkadzam?- zapytałem.
- Nie, nawet dobrze, że dzwonisz, bo strasznie się nudzę. Harry, chcesz może gdzieś wyjść?- zapytał, a ja niemal, że spadłem z blatu, na którym przed chwilą siedziałem.- Harry? Harry? Wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony brakiem przez dłużysz czas mojej odpowiedzi.
- Tak, tak. Bardzo chętnie, tylko gdzie i kiedy?
- Może za godzinę w parku?
- Jasne, do zobaczenia- po za kończeniu rozmowy poszedłem bardzo szybkim krokiem, wręcz sprintem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i poprawiłem swoje loki. Wyszedłem z łazienki i udałem się do garderoby. Ubrałem czarne rurki, białe conversy i koszulę w czarno- czerwoną kratę. Wziąłem komórkę z łóżka i popatrzyłem na jej wyświetlacz, który wskazywał, że powinienem już wychodzić, by nie kazać Louisowi czekać na mnie. Wyszedłem z pokoju, a potem z mieszkania. Zbiegłem szybko po schodach, ponieważ nasza winda była zepsuta już od paru lat. Otworzyłem drzwi, prowadzące do kamienicy i wszedłem na chodnik. Szedłem tak rozmyślając o tym jak będzie wyglądało nasze spotkanie. I w ten sposób doszedłem do parku. Nie widząc Louisa udałem się do fontanny i czekałem na niego. Zacząłem się bać bo minęło 15 minut a jego nie było. Dla niektórych to mało, ale dla mnie to wieczność. Już miałem wstać gdy poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem najpiękniejszy uśmiech na świecie, który był skierowany do mnie.
- Cześć Hazuś.
- Cześć słodziku.- gdy te słowa opuściły moje usta, od razu chciałem je cofnąć. Poczułem jak moje policzki są czerwieńsze niż burak. Popatrzyłem na Louisa będąc gotowym zobaczyć w jego oczach złość, zażenowanie i każdą możliwą negatywną emocje, ale za miast tego zobaczyłem tam radość. - P-prze-przepraszam.- zacząłem się jąkać.
Paring: Larry Stylinson
*Pół roku później*
Kolejny zwykły dzień. Wracałem z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej. Zazwyczaj kończyły się one tak samo-"Zadzwonimy"- każdy tak mówił i żaden do tej pory nie zadzwonił i nie zadzwoni. Czemu szukam pracy? Ponieważ po balu, na którym GO spotkałem, nie mogę albo nie chcę śpiewać, ponieważ zawsze sobie przypominam nasze pierwsze spotkanie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ktoś, z kim się zderzyłem, bo zatraciłem się w wspomnieniach. Był to chłopak o niebieskich oczach, tak cholernie podobnych do oczu Lou. Miał na sobie czarną koszulę z podwiniętymi rękawami, szare szelki, które były przyczepione do czerwonych rurek i do tego miał szare, zamszowe, wiązane buty. Był tak podobnie do Louisa... chwila, to był Louis, ten sam, za którym tęskniłem. Nie wiedząc co zrobić z nowymi informacjami, siedziałem jak ten debil na chodniku i wpatrywałem się w chłopaka. W tym samym czasie on zdążył się podnieść i wyciągnąć rękę w moim kierunku. Chwilę trwało, aż chwyciłem jego rękę. Dzięki temu gestowi pomógł mi wstać z podłogi i poprawić mój humor z złego na dobry. Sądząc po jego zachowaniu, dopiero teraz mnie rozpoznał i zaczął przytulać co bardzo mi się spodobało. Gdy oderwał się ode mnie, co nie zbyt mi się spodobało, odezwałem się.
- Cześć Lou.
- Cześć Haz. Szczerze mówiąc, myślałem, że się nie spotkamy. - powiedział oskarżycielskim tonem.
- To dobrze czy źle. Bo jeśli to drugie to mogę iść.- powiedziałem trochę rozczarowany jego zachowaniem.
- Przepraszam, nie chciałem byś myślał, że nie chciałem Cię spotkać, bo bardzo chciałem.
- Może, spotkamy się kiedyś? - zapytałem.
- Jasne Harry, tylko zapisz mi swój numer, dobrze?- Wymieniliśmy się telefonami, pogadaliśmy jeszcze trochę i oboje poszliśmy w swoje strony, Mam! Mam! Mam jego numer!- Od naszego rozstania tylko to cały czas krążyło mi po głowie. Zostało jeszcze pytanie czy i kiedy mam zadzwonić? Chciałbym teraz, ale nie chce być nachalny. Jutro?- może pomyśleć, że mi nie zależy a mi cholernie zależy na tej znajomości. Co robić? Co robić? Może zadzwonię za parę godzin Tak to chyba najlepsze wyjście z mojego " problemu"
*Parę godzin później*
- Cześć Lou.- odezwałem się.
- Cześć Haza.
- Nie przeszkadzam?- zapytałem.
- Nie, nawet dobrze, że dzwonisz, bo strasznie się nudzę. Harry, chcesz może gdzieś wyjść?- zapytał, a ja niemal, że spadłem z blatu, na którym przed chwilą siedziałem.- Harry? Harry? Wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony brakiem przez dłużysz czas mojej odpowiedzi.
- Tak, tak. Bardzo chętnie, tylko gdzie i kiedy?
- Może za godzinę w parku?
- Jasne, do zobaczenia- po za kończeniu rozmowy poszedłem bardzo szybkim krokiem, wręcz sprintem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i poprawiłem swoje loki. Wyszedłem z łazienki i udałem się do garderoby. Ubrałem czarne rurki, białe conversy i koszulę w czarno- czerwoną kratę. Wziąłem komórkę z łóżka i popatrzyłem na jej wyświetlacz, który wskazywał, że powinienem już wychodzić, by nie kazać Louisowi czekać na mnie. Wyszedłem z pokoju, a potem z mieszkania. Zbiegłem szybko po schodach, ponieważ nasza winda była zepsuta już od paru lat. Otworzyłem drzwi, prowadzące do kamienicy i wszedłem na chodnik. Szedłem tak rozmyślając o tym jak będzie wyglądało nasze spotkanie. I w ten sposób doszedłem do parku. Nie widząc Louisa udałem się do fontanny i czekałem na niego. Zacząłem się bać bo minęło 15 minut a jego nie było. Dla niektórych to mało, ale dla mnie to wieczność. Już miałem wstać gdy poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem najpiękniejszy uśmiech na świecie, który był skierowany do mnie.
- Cześć Hazuś.
- Cześć słodziku.- gdy te słowa opuściły moje usta, od razu chciałem je cofnąć. Poczułem jak moje policzki są czerwieńsze niż burak. Popatrzyłem na Louisa będąc gotowym zobaczyć w jego oczach złość, zażenowanie i każdą możliwą negatywną emocje, ale za miast tego zobaczyłem tam radość. - P-prze-przepraszam.- zacząłem się jąkać.
- Nic się nie stało. Jako rekompensata odpowiedz mi na
pytanie, jesteś gejem?- teraz to on się za czerwienił.
- Tak, ale mam nadzieję, że nie zerwiesz naszej znajomości.
- Czemu miałbym? Nie wiem czy cię to obchodzi, ale też nie
jestem hetero seksualny.
- N-naprawdę? - gdyby widział co się działo w środku mnie,
to by uciekł.
- Tak i od naszego pierwszego spotkania pół roku temu, na
balu charytatywnym, nie mogę przestać o tobie myśleć. Ja wiem, że to za szybko,
ale nie mogłem tego dłużej trzymać w sobie.
- Lou. Ja czuję to samo.- Przybliżyłem swoją twarz do jego i
złączyłem nasze usta w długim, namiętnym ale czułym pocałunku.
* Trzy lata później*
- Hazz, kochanie. Pospiesz się, bo spóźnimy się na obiad do
moich rodziców.- Powiedział. Tak ja i Lou ujawniliśmy się przed naszymi
rodzinami. Jesteśmy szczęśliwi . Mieszkamy razem w Londynie. Poznaliśmy trójkę
wspaniałych przyjaciół: Liama, Nialla i Zayna. Za akceptowali nas. A ja
znalazłem pracę jako wokalista w zespole.
Są w nim nasi przyjaciele, ja i Lou. W piątkę tworzymy One Direction.
Wzbijamy się na szczeble popularności, ale już mamy wspaniałe fanki. Kochamy
je. A co najważniejsze nie musimy się ukrywać z naszym związkiem. Oczywiście są
też hejterzy. Zawsze znajdzie się ktoś komu nie spodoba się to co robimy. Nie
licząc obraźliwych komentarzy na nasz temat, jest wspaniale.
_________________________________________________________________________________
Dziś dłuższy one- shot. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo
męczyłam się nad nim parę godzin. Jestem zadowolona z tej części bardziej niż z
poprzedniej. Jak wam się podoba. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny i
baaaardzo mnie motywuje.
13.05.2014
Believe in us cz. I- mały prezent na początek.
Tytuł: Believe in us cz. I
Paring: Larry Stylinson
Moją pierwszą miłością... był chłopak. Tak, jestem gejem. Nazywał się Louis Tomlinson. Poznałem go na balu charytatywnym, na którym miałem zagrać. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem, nie pomyślałem, że jest przystojny, czarujący czy też uroczy lecz, że musi być snobem, przychodzącym tutaj tylko po to by zaspokoić swoje ego. Zająłem miejsce przy fortepianie i przy pierwszych nutach "Strong" nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Nie widziałem w nich tego co we wszystkich innych czyli pogardy czy też wyższości, lecz dobroć i troskę. I w tedy pomyślałem, że pierwszy raz pomyliłem się do osoby siedzącej na tego typu imprezie. Zapragnąłem go bliżej poznać, przytulić a może nawet... pocałować. Po skończonej piosence zagrałem jeszcze kilka innych, a potem miałem przerwę. Zszedłem ze sceny i chciałem zadzwonić do Gemmy- mojej starszej siostry. Już miałem telefon w ręce, gdy usłyszałem męski głos za sobą, więc szybko się odwróciłem w tamtą stronę. I w tedy go zobaczyłem Stał tam i wpatrywał się we mnie.
- Cześć, jestem Louis- odezwał się niebieskooki.
- Cześć, Harry. Miło mi- odparłem. Musiałem przyznać, że w czarnym garniturze wyglądał lepiej niż agent 007. Jego włosy były ułożone w elegancki nieład i przy puszczam, że musiał się długo szykować, by wyglądać tak olśniewająco jak teraz.
- Mi również. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?- zapytał.
- Tak. Wybacz, że zapytam, ale co tu robisz, bo nie wyglądasz, jak ci wszyscy ludzie?
- Mój ojciec zaciągnął mnie tutaj- odparł z zażenowaniem- A co masz na myśli mówiąc, że nie wyglądam jak oni?
- Po pierwsze, rozmawiasz ze mną jak z równym sobie. Po drugie, wnioskuje po tym co mi powiedziałeś, że nie chcesz tu być.-Już chciał coś powiedzieć, lecz ktoś go zawołał więc musiał już mnie opuścić, a ja musiałem wracać na scenę. Bal się skończył, a ja nie spotkałem Louisa, choć bardzo bym chciał, znów go zobaczyć. Choć znałem go dopiero kilka godzin i nigdy nie wierzyłem w prawdziwą miłość, a co dopiero w miłość od pierwszego wejrzenia. I wiem też, że zabrzmi to tandetnie, ale zakochałem się w nim. \
-Boję się, że nigdy już go nie spotkam.- powiedziałem do siebie.
_________________________________________________________________________________
Cześć. Pierwszy one shot. Krótki, wiem. Przepraszam, ale chciałam zrobić wam niespodziankę. Plany co dodawania ich troszkę się zmieniły, bo mogą się pojawiać częściej i podczas tygodnia. Chcesz być informowany? Zostaw swój usher na tt. Nie chce wam ględzić jak większość blogerów o komentowanie, ale to mnie motywuje. Chcesz?- dodaj komentarz. Nie chcesz?- nie dodawaj. Do następnego. A to coś dla was.
Paring: Larry Stylinson
Moją pierwszą miłością... był chłopak. Tak, jestem gejem. Nazywał się Louis Tomlinson. Poznałem go na balu charytatywnym, na którym miałem zagrać. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem, nie pomyślałem, że jest przystojny, czarujący czy też uroczy lecz, że musi być snobem, przychodzącym tutaj tylko po to by zaspokoić swoje ego. Zająłem miejsce przy fortepianie i przy pierwszych nutach "Strong" nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Nie widziałem w nich tego co we wszystkich innych czyli pogardy czy też wyższości, lecz dobroć i troskę. I w tedy pomyślałem, że pierwszy raz pomyliłem się do osoby siedzącej na tego typu imprezie. Zapragnąłem go bliżej poznać, przytulić a może nawet... pocałować. Po skończonej piosence zagrałem jeszcze kilka innych, a potem miałem przerwę. Zszedłem ze sceny i chciałem zadzwonić do Gemmy- mojej starszej siostry. Już miałem telefon w ręce, gdy usłyszałem męski głos za sobą, więc szybko się odwróciłem w tamtą stronę. I w tedy go zobaczyłem Stał tam i wpatrywał się we mnie.
- Cześć, jestem Louis- odezwał się niebieskooki.
- Cześć, Harry. Miło mi- odparłem. Musiałem przyznać, że w czarnym garniturze wyglądał lepiej niż agent 007. Jego włosy były ułożone w elegancki nieład i przy puszczam, że musiał się długo szykować, by wyglądać tak olśniewająco jak teraz.
- Mi również. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?- zapytał.
- Tak. Wybacz, że zapytam, ale co tu robisz, bo nie wyglądasz, jak ci wszyscy ludzie?
- Mój ojciec zaciągnął mnie tutaj- odparł z zażenowaniem- A co masz na myśli mówiąc, że nie wyglądam jak oni?
- Po pierwsze, rozmawiasz ze mną jak z równym sobie. Po drugie, wnioskuje po tym co mi powiedziałeś, że nie chcesz tu być.-Już chciał coś powiedzieć, lecz ktoś go zawołał więc musiał już mnie opuścić, a ja musiałem wracać na scenę. Bal się skończył, a ja nie spotkałem Louisa, choć bardzo bym chciał, znów go zobaczyć. Choć znałem go dopiero kilka godzin i nigdy nie wierzyłem w prawdziwą miłość, a co dopiero w miłość od pierwszego wejrzenia. I wiem też, że zabrzmi to tandetnie, ale zakochałem się w nim. \
-Boję się, że nigdy już go nie spotkam.- powiedziałem do siebie.
_________________________________________________________________________________
Cześć. Pierwszy one shot. Krótki, wiem. Przepraszam, ale chciałam zrobić wam niespodziankę. Plany co dodawania ich troszkę się zmieniły, bo mogą się pojawiać częściej i podczas tygodnia. Chcesz być informowany? Zostaw swój usher na tt. Nie chce wam ględzić jak większość blogerów o komentowanie, ale to mnie motywuje. Chcesz?- dodaj komentarz. Nie chcesz?- nie dodawaj. Do następnego. A to coś dla was.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
