17.05.2014

Believe in us cz. II

Tytuł: Believe in us cz. II
Paring: Larry Stylinson

                                                                *Pół roku później* 
Kolejny zwykły dzień. Wracałem z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej. Zazwyczaj kończyły się one tak samo-"Zadzwonimy"- każdy tak mówił i żaden do tej pory nie zadzwonił i nie zadzwoni. Czemu szukam pracy? Ponieważ po balu, na którym  GO spotkałem, nie mogę albo nie chcę śpiewać, ponieważ zawsze sobie przypominam nasze pierwsze spotkanie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ktoś, z kim się zderzyłem, bo zatraciłem się w wspomnieniach. Był to chłopak o niebieskich oczach, tak cholernie podobnych do oczu Lou. Miał na sobie czarną koszulę z podwiniętymi rękawami, szare szelki, które były przyczepione do czerwonych rurek i do tego miał szare, zamszowe, wiązane buty. Był tak podobnie do Louisa... chwila, to był Louis, ten sam, za którym tęskniłem. Nie wiedząc co zrobić z nowymi informacjami, siedziałem jak ten debil na chodniku i wpatrywałem się w chłopaka. W tym samym czasie on zdążył się podnieść  i wyciągnąć rękę w moim kierunku. Chwilę trwało, aż chwyciłem jego rękę. Dzięki temu gestowi pomógł mi wstać z podłogi i poprawić mój humor z złego na dobry. Sądząc po jego zachowaniu, dopiero teraz mnie rozpoznał i zaczął przytulać co bardzo mi się spodobało. Gdy oderwał się ode mnie, co nie zbyt mi się spodobało, odezwałem się.
- Cześć Lou.
- Cześć Haz. Szczerze mówiąc, myślałem, że się nie spotkamy. - powiedział oskarżycielskim tonem.
- To dobrze czy źle. Bo jeśli to drugie to mogę iść.- powiedziałem trochę rozczarowany jego zachowaniem.
- Przepraszam, nie chciałem byś myślał, że nie chciałem Cię spotkać, bo bardzo chciałem.
- Może, spotkamy się kiedyś? - zapytałem.
- Jasne Harry, tylko zapisz mi swój numer, dobrze?- Wymieniliśmy się telefonami, pogadaliśmy jeszcze trochę i oboje poszliśmy w swoje strony, Mam! Mam! Mam jego numer!- Od naszego rozstania tylko to cały czas krążyło mi po głowie. Zostało jeszcze pytanie czy i kiedy mam zadzwonić? Chciałbym teraz, ale nie chce być nachalny. Jutro?- może pomyśleć, że mi nie zależy a mi cholernie zależy na tej znajomości. Co robić? Co robić? Może zadzwonię za parę godzin Tak to chyba najlepsze wyjście z mojego " problemu"
                                                              *Parę godzin później* 
- Cześć Lou.- odezwałem się.
- Cześć Haza.
- Nie przeszkadzam?- zapytałem.
- Nie, nawet dobrze, że dzwonisz, bo strasznie się nudzę. Harry, chcesz może gdzieś wyjść?- zapytał, a ja niemal, że spadłem z blatu, na którym przed chwilą siedziałem.- Harry? Harry? Wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony brakiem przez dłużysz czas mojej odpowiedzi.
- Tak, tak. Bardzo chętnie, tylko gdzie i kiedy?
- Może za godzinę w parku?
- Jasne, do zobaczenia- po za kończeniu rozmowy poszedłem bardzo szybkim krokiem, wręcz sprintem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i poprawiłem swoje loki. Wyszedłem z łazienki i udałem się do garderoby. Ubrałem czarne rurki, białe conversy i koszulę w czarno- czerwoną kratę. Wziąłem komórkę z łóżka i popatrzyłem na jej wyświetlacz, który wskazywał, że powinienem już wychodzić, by nie kazać Louisowi czekać na mnie. Wyszedłem z pokoju, a potem z mieszkania. Zbiegłem szybko po schodach, ponieważ nasza winda była zepsuta już od paru lat. Otworzyłem drzwi, prowadzące do kamienicy i wszedłem na chodnik. Szedłem tak rozmyślając o tym jak będzie wyglądało nasze spotkanie. I w ten sposób doszedłem do parku. Nie widząc Louisa udałem się do fontanny i czekałem na niego. Zacząłem się bać bo minęło 15 minut a jego nie było. Dla niektórych to mało, ale dla mnie to wieczność. Już miałem wstać gdy poczułem czyjąś rękę  na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem najpiękniejszy uśmiech na świecie, który był skierowany do mnie.
- Cześć Hazuś.
- Cześć słodziku.- gdy te słowa opuściły moje usta, od razu chciałem je cofnąć. Poczułem jak moje policzki są czerwieńsze niż burak. Popatrzyłem na Louisa będąc gotowym zobaczyć w jego oczach złość, zażenowanie i każdą możliwą negatywną emocje, ale za miast tego zobaczyłem tam radość. - P-prze-przepraszam.- zacząłem się jąkać.
- Nic się nie stało. Jako rekompensata odpowiedz mi na pytanie, jesteś gejem?- teraz to on się za czerwienił.
- Tak, ale mam nadzieję, że nie zerwiesz naszej znajomości.
- Czemu miałbym? Nie wiem czy cię to obchodzi, ale też nie jestem hetero seksualny.
- N-naprawdę? - gdyby widział co się działo w środku mnie, to by uciekł.
- Tak i od naszego pierwszego spotkania pół roku temu, na balu charytatywnym, nie mogę przestać o tobie myśleć. Ja wiem, że to za szybko, ale nie mogłem tego dłużej trzymać w sobie.
- Lou. Ja czuję to samo.- Przybliżyłem swoją twarz do jego i złączyłem nasze usta w długim, namiętnym ale czułym pocałunku.
                                                             * Trzy lata później*
- Hazz, kochanie. Pospiesz się, bo spóźnimy się na obiad do moich rodziców.- Powiedział. Tak ja i Lou ujawniliśmy się przed naszymi rodzinami. Jesteśmy szczęśliwi . Mieszkamy razem w Londynie. Poznaliśmy trójkę wspaniałych przyjaciół: Liama, Nialla i Zayna. Za akceptowali nas. A ja znalazłem pracę jako wokalista w zespole.  Są w nim nasi przyjaciele, ja i Lou. W piątkę tworzymy One Direction. Wzbijamy się na szczeble popularności, ale już mamy wspaniałe fanki. Kochamy je. A co najważniejsze nie musimy się ukrywać z naszym związkiem. Oczywiście są też hejterzy. Zawsze znajdzie się ktoś komu nie spodoba się to co robimy. Nie licząc obraźliwych komentarzy na nasz temat, jest wspaniale.





_________________________________________________________________________________



Dziś dłuższy one- shot. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo męczyłam się nad nim parę godzin. Jestem zadowolona z tej części bardziej niż z poprzedniej. Jak wam się podoba. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny i baaaardzo mnie motywuje.





13.05.2014

Believe in us cz. I- mały prezent na początek.

Tytuł: Believe  in us cz. I
Paring: Larry Stylinson


Moją pierwszą miłością... był chłopak. Tak, jestem gejem. Nazywał się Louis Tomlinson. Poznałem go na balu charytatywnym, na którym miałem zagrać. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem, nie pomyślałem, że jest przystojny, czarujący czy też uroczy lecz, że musi być snobem, przychodzącym tutaj tylko po to by zaspokoić swoje ego. Zająłem miejsce przy fortepianie i przy pierwszych nutach "Strong" nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Nie widziałem w nich tego co we wszystkich innych czyli pogardy czy też wyższości, lecz dobroć i troskę. I w tedy pomyślałem, że pierwszy raz pomyliłem się do osoby siedzącej na tego typu imprezie. Zapragnąłem go bliżej poznać, przytulić a może nawet... pocałować. Po skończonej piosence zagrałem jeszcze kilka innych, a potem miałem przerwę. Zszedłem ze sceny i chciałem zadzwonić do Gemmy- mojej starszej siostry. Już miałem telefon w ręce, gdy usłyszałem męski głos za sobą, więc szybko się odwróciłem w tamtą stronę. I w tedy go zobaczyłem Stał tam i wpatrywał się we mnie.
- Cześć, jestem Louis- odezwał się niebieskooki.
- Cześć, Harry. Miło mi- odparłem. Musiałem przyznać, że w czarnym garniturze wyglądał lepiej niż agent 007. Jego włosy były ułożone w elegancki nieład i przy puszczam, że musiał się długo szykować, by wyglądać tak olśniewająco jak teraz.
- Mi również. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?- zapytał.
- Tak. Wybacz, że zapytam, ale co tu robisz, bo nie wyglądasz, jak ci wszyscy ludzie?
- Mój ojciec zaciągnął mnie tutaj- odparł z zażenowaniem- A co masz na myśli mówiąc, że nie wyglądam jak oni?
- Po pierwsze, rozmawiasz ze mną jak z równym sobie. Po drugie, wnioskuje po tym co mi powiedziałeś, że nie chcesz tu być.-Już chciał coś powiedzieć, lecz ktoś go zawołał więc musiał już mnie opuścić, a ja musiałem wracać na scenę. Bal się skończył, a ja nie spotkałem Louisa, choć bardzo bym chciał, znów go zobaczyć. Choć znałem go dopiero kilka godzin i nigdy nie wierzyłem w prawdziwą miłość, a co dopiero w miłość od pierwszego wejrzenia. I wiem też, że zabrzmi to tandetnie, ale zakochałem się w nim. \
-Boję się, że nigdy już go nie spotkam.- powiedziałem do siebie.




_________________________________________________________________________________

Cześć. Pierwszy one shot. Krótki, wiem. Przepraszam, ale chciałam zrobić wam niespodziankę. Plany co dodawania ich troszkę się zmieniły, bo mogą się pojawiać częściej i podczas tygodnia. Chcesz być informowany? Zostaw swój usher na tt. Nie chce wam ględzić jak większość blogerów o komentowanie, ale to mnie motywuje. Chcesz?- dodaj komentarz. Nie chcesz?- nie dodawaj.  Do następnego. A to coś dla was.



11.05.2014

Cześć

Cześć. Jestem Martyna.
To mój pierwszy blog. Chciałabym zamieszczać to one-shoty. Będą one o one direction. Będą dodawane raz w miesiącu. Tak wiem, rzadko, ale nie dam rady częściej, przynajmniej przez rok szkolny. No i nie chce byście się na mnie złościli za to, że nie dałam w terminie. Posty będą opublikowane przez piątek, sobotę lub niedzielę lub tylko i wyłącznie wolnego lub świąt przez tydzień. Chcecie być informowani o nowym one-shocie? Zostawcie swój usher/nazwę na tt. Nigdzie indziej nie będę informować. A to mała gratka dla Larry Shippers :