Paring: Larry Stylinson
*Pół roku później*
Kolejny zwykły dzień. Wracałem z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej. Zazwyczaj kończyły się one tak samo-"Zadzwonimy"- każdy tak mówił i żaden do tej pory nie zadzwonił i nie zadzwoni. Czemu szukam pracy? Ponieważ po balu, na którym GO spotkałem, nie mogę albo nie chcę śpiewać, ponieważ zawsze sobie przypominam nasze pierwsze spotkanie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ktoś, z kim się zderzyłem, bo zatraciłem się w wspomnieniach. Był to chłopak o niebieskich oczach, tak cholernie podobnych do oczu Lou. Miał na sobie czarną koszulę z podwiniętymi rękawami, szare szelki, które były przyczepione do czerwonych rurek i do tego miał szare, zamszowe, wiązane buty. Był tak podobnie do Louisa... chwila, to był Louis, ten sam, za którym tęskniłem. Nie wiedząc co zrobić z nowymi informacjami, siedziałem jak ten debil na chodniku i wpatrywałem się w chłopaka. W tym samym czasie on zdążył się podnieść i wyciągnąć rękę w moim kierunku. Chwilę trwało, aż chwyciłem jego rękę. Dzięki temu gestowi pomógł mi wstać z podłogi i poprawić mój humor z złego na dobry. Sądząc po jego zachowaniu, dopiero teraz mnie rozpoznał i zaczął przytulać co bardzo mi się spodobało. Gdy oderwał się ode mnie, co nie zbyt mi się spodobało, odezwałem się.
- Cześć Lou.
- Cześć Haz. Szczerze mówiąc, myślałem, że się nie spotkamy. - powiedział oskarżycielskim tonem.
- To dobrze czy źle. Bo jeśli to drugie to mogę iść.- powiedziałem trochę rozczarowany jego zachowaniem.
- Przepraszam, nie chciałem byś myślał, że nie chciałem Cię spotkać, bo bardzo chciałem.
- Może, spotkamy się kiedyś? - zapytałem.
- Jasne Harry, tylko zapisz mi swój numer, dobrze?- Wymieniliśmy się telefonami, pogadaliśmy jeszcze trochę i oboje poszliśmy w swoje strony, Mam! Mam! Mam jego numer!- Od naszego rozstania tylko to cały czas krążyło mi po głowie. Zostało jeszcze pytanie czy i kiedy mam zadzwonić? Chciałbym teraz, ale nie chce być nachalny. Jutro?- może pomyśleć, że mi nie zależy a mi cholernie zależy na tej znajomości. Co robić? Co robić? Może zadzwonię za parę godzin Tak to chyba najlepsze wyjście z mojego " problemu"
*Parę godzin później*
- Cześć Lou.- odezwałem się.
- Cześć Haza.
- Nie przeszkadzam?- zapytałem.
- Nie, nawet dobrze, że dzwonisz, bo strasznie się nudzę. Harry, chcesz może gdzieś wyjść?- zapytał, a ja niemal, że spadłem z blatu, na którym przed chwilą siedziałem.- Harry? Harry? Wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony brakiem przez dłużysz czas mojej odpowiedzi.
- Tak, tak. Bardzo chętnie, tylko gdzie i kiedy?
- Może za godzinę w parku?
- Jasne, do zobaczenia- po za kończeniu rozmowy poszedłem bardzo szybkim krokiem, wręcz sprintem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i poprawiłem swoje loki. Wyszedłem z łazienki i udałem się do garderoby. Ubrałem czarne rurki, białe conversy i koszulę w czarno- czerwoną kratę. Wziąłem komórkę z łóżka i popatrzyłem na jej wyświetlacz, który wskazywał, że powinienem już wychodzić, by nie kazać Louisowi czekać na mnie. Wyszedłem z pokoju, a potem z mieszkania. Zbiegłem szybko po schodach, ponieważ nasza winda była zepsuta już od paru lat. Otworzyłem drzwi, prowadzące do kamienicy i wszedłem na chodnik. Szedłem tak rozmyślając o tym jak będzie wyglądało nasze spotkanie. I w ten sposób doszedłem do parku. Nie widząc Louisa udałem się do fontanny i czekałem na niego. Zacząłem się bać bo minęło 15 minut a jego nie było. Dla niektórych to mało, ale dla mnie to wieczność. Już miałem wstać gdy poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem najpiękniejszy uśmiech na świecie, który był skierowany do mnie.
- Cześć Hazuś.
- Cześć słodziku.- gdy te słowa opuściły moje usta, od razu chciałem je cofnąć. Poczułem jak moje policzki są czerwieńsze niż burak. Popatrzyłem na Louisa będąc gotowym zobaczyć w jego oczach złość, zażenowanie i każdą możliwą negatywną emocje, ale za miast tego zobaczyłem tam radość. - P-prze-przepraszam.- zacząłem się jąkać.
- Nic się nie stało. Jako rekompensata odpowiedz mi na
pytanie, jesteś gejem?- teraz to on się za czerwienił.
- Tak, ale mam nadzieję, że nie zerwiesz naszej znajomości.
- Czemu miałbym? Nie wiem czy cię to obchodzi, ale też nie
jestem hetero seksualny.
- N-naprawdę? - gdyby widział co się działo w środku mnie,
to by uciekł.
- Tak i od naszego pierwszego spotkania pół roku temu, na
balu charytatywnym, nie mogę przestać o tobie myśleć. Ja wiem, że to za szybko,
ale nie mogłem tego dłużej trzymać w sobie.
- Lou. Ja czuję to samo.- Przybliżyłem swoją twarz do jego i
złączyłem nasze usta w długim, namiętnym ale czułym pocałunku.
* Trzy lata później*
- Hazz, kochanie. Pospiesz się, bo spóźnimy się na obiad do
moich rodziców.- Powiedział. Tak ja i Lou ujawniliśmy się przed naszymi
rodzinami. Jesteśmy szczęśliwi . Mieszkamy razem w Londynie. Poznaliśmy trójkę
wspaniałych przyjaciół: Liama, Nialla i Zayna. Za akceptowali nas. A ja
znalazłem pracę jako wokalista w zespole.
Są w nim nasi przyjaciele, ja i Lou. W piątkę tworzymy One Direction.
Wzbijamy się na szczeble popularności, ale już mamy wspaniałe fanki. Kochamy
je. A co najważniejsze nie musimy się ukrywać z naszym związkiem. Oczywiście są
też hejterzy. Zawsze znajdzie się ktoś komu nie spodoba się to co robimy. Nie
licząc obraźliwych komentarzy na nasz temat, jest wspaniale.
_________________________________________________________________________________
Dziś dłuższy one- shot. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo
męczyłam się nad nim parę godzin. Jestem zadowolona z tej części bardziej niż z
poprzedniej. Jak wam się podoba. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny i
baaaardzo mnie motywuje.

